Archiwa miesięczne: Październik 2014

Niemcy mają problem

urn-newsml-dpa-com-20090101-141027-99-03660-large-4-3

Dżuma kontra cholera: w RFN przeciwko islamistom występują pseudokibice i neonaziści. To największy kryzys bezpieczeństwa wewnętrznego w Niemczech od lat.

Typowy niemiecki salafita urodził się w RFN. Pochodzi z Bliskiego Wschodu, jest młody, chodzi do szkoły lub ją skończył. Pewnego dnia spotkał na ulicy uśmiechniętego mężczyznę, ubranego w biały strój. Rozdającego Koran, który mu wskaże drogę do Raju. Łącznie w Niemczech salafici rozdali ponad milion egzemplarzy świętej księgi islamu. Efekt – siedem tysięcy aktywnych radykalnych islamistów w Niemczech, pół tysiąca uczestników walk w Iraku czy Syrii po stronie Państwa Islamskiego lub innej organizacji terrorystycznej. Ok. dziesięciu samobójców, którzy wysadzili się w powietrze wraz z policjantami lub niczego nie spodziewającymi się cywilami.

Dziś to nie neonazizm czy komunizm są najdynamiczniej rozwijającymi się radykalnymi ruchami. Islamizm przyciąga coraz więcej młodych ludzi, z którymi Niemcy mają coraz większy problem. Pojawiają się pomysły deportowania islamistów z RFN – problem w tym, że większość z nich to… obywatele Niemiec. Mówiący płynnie językiem Goethego, bez obcego akcentu skandujący na swoich manifestacjach antysemickie hasła. Wdający się w bijatyki z Kurdami, którzy na niemieckich ulicach demonstrują przeciwko mordowaniu ich rodaków przez terrorystów, przeciwko torturom, gwałtom i czynieniu jezydzkich bądź chrześcijańskich kobiet seksualnymi niewolnicami.

Wunder-von-Köln

Cały tekst: http://gosc.pl/doc/2222192.Niemcy-maja-problem

Wojna o islam

syria-islamisci

Czy nadszedł czas post-Al-Kaidy?

Al-Kaida dążyła do przekazania społeczeństwom (przede wszystkim społeczeństwom Zachodu) pozornie prostego komunikatu: to my reprezentujemy islam, to my jesteśmy prawdziwymi muzułmanami i to nasze działania znajdują legitymizację w wierze.

Ten zabieg niestety był w dużej mierze udany, ponieważ fala islamofobii rozlała się po Europie i świecie zachodnim. Nie było wartości ważniejszej dla koncepcji Al-Kaidy niż przyjęcie i posługiwanie się na Zachodzie frazami spod znaku „terroru islamskiego”. Ideologia coraz silniejszego antagonizowania świata islamu ze światem Zachodu była jednym z fundamentów zamachów 11 września w Nowym Jorku. Tym aktem Al-Kaida przekazała światu ducha terroryzmu, którym jest, jak pisze Jean Baudrillard, śmierć „absolutna, symboliczna i uświęcona”.

Szariat i dżihad

Powodem, dla którego ludzie różnych proweniencji społecznych, zawodowych czy religijnych zaczęli myśleć o ewentualnej słuszności, atrakcyjności, a nawet zgodności z duchem islamu ideologii Al-Kaidy, było umiejętne posługiwanie się przez jej członków całym zestawem terminów związanych z ewolucją muzułmańskiej myśli filozoficznej, teologicznej oraz prawnej. Widać to już na poziomie nazewnictwa wszelkiego rodzaju grup, organizacji, bojówek radykalnych działających od Afryki Północnej, poprzez region Sahelu, Bliskiego Wschodu, a skończywszy na Azji Południowo-Wschodniej. Nie przypadkiem grupy te przyjmują nazwy w stylu Ansar al-Szaria (obrońcy szariatu), Ansar Allah (obrońcy Boga), Ansar al-Din (obrońcy wiary). Buduje to ich naturalny związek z islamem i więź emocjonalną.

Dla fundamentalistów najważniejsze pozostają dwa terminy: szariat i dżihad. Filozofia Al-Kaidy polegała na wytworzeniu psychozy wokół tych pojęć i ich demonizacji. Uczynieniu z nich prawomocnych narzędzi, legalnego fundamentu do szerzenia terroru w imię religii. Smutnym osiągnięciem tej filozofii jest legitymizowanie brutalności i przemocy, czyli terroru, w myśl wykreowanej zasady, iż „naszemu” Bogu to właśnie jest miłe.

Islamowi jako cywilizacji i religii oraz muzułmanom jako poszczególnym społeczeństwom nikt i nic w ich ponadtysiącletniej historii nie wyrządziło tak wielkiej krzywdy, jak właśnie fundamentalistyczna filozofia Al-Kaidy. Nie wzięła się ona jednak z próżni. Intelektualne zaplecze dzisiejszych terrorystów (lub raczej ich tzw. duchowych przywódców, bo to oni uprawomocniają sianie terroru) stanowią m.in. egipski myśliciel Sayid Qutb (1906-1966) oraz pakistański filozof Abu al-Ala al-Maududi (1903-1979).

Duch terroryzmu

Fundamentaliści bazują na kilku podstawowych tezach, spośród których należy wymienić: odrzucenie teorii odrębności państwa i religii (teologii); odrzucenie jakiejkolwiek formy zachodniej humanistyki; histeryczne przeświadczenie, że islam jest w ciągłym niebezpieczeństwie ze strony innowierców; konieczność prowadzenia dżihadu przeciwko innowiercom oraz dopuszczalność nakładania „ekskomuniki” na osoby i całe społeczności, które uważa się za „niewierne”.

Radykałowie muszą podkreślać swoją odrębność w stosunku do ustalonego porządku. Jest sprawą całkowicie drugorzędną, czy jest to porządek demokratyczny, chrześcijański czy muzułmański. Duchem terroryzmu, jak pisze Baudrillard, jest „coś więcej niż nienawiść wobec dominującej siły (…) ze strony wykorzystanych i wydziedziczonych”. Parafrazując słowa francuskiego filozofa można powiedzieć, że siłą napędową radykalizmu jest podtrzymywanie wrogiej postawy wobec ładu (zachodniego), który z definicji ma być antyislamski. Terror Al-Kaidy, a następnie terror tworu zwanego Państwem Islamskim, polegają także na tym, że w żadnej formule nie dopuszczają one do komunikacji z „innymi”.

Słowo „komunikacja” nie jest przypadkowe w tym kontekście. Jürgen Habermas patrzy na globalny terroryzm w kategoriach problemów w komunikacji i nazywa globalizację „komunikacyjną patologią”. W niczym nie może to usprawiedliwiać barbarzyńskiej przemocy i nienawiści fundamentalistów, jednakże być może pokazuje pewien sposób myślenia i postrzegania Zachodu przez środowiska radykalne.

Kto nie jest ze mną…

Czy usprawiedliwione jest twierdzenie, iż Państwo Islamskie (PI) jest pierwszym wielkim tworem terrorystycznym w czasach po Al-Kaidzie? Działa ono na razie bez widocznej platformy ideologicznej, w odróżnieniu od Al-Kaidy, która w ciągu kilkudziesięciu lat stworzyła własny „kodeks filozoficzny”. W pewnym sensie PI odcina się od Al-Kaidy, ponieważ uznaje, iż nie zdołała ona osiągnąć celu nadrzędnego, jakim jest utworzenie kalifatu. Bez wątpienia proklamowanie kalifatu było możliwe dzięki posiadanym funduszom (szacunki wskazują na ok. 2 mld USD), wielkości kontrolowanego terytorium oraz ilości bojowników (ok. 30 tys.). PI dąży do szybkiej legitymizacji swojej władzy na opanowanych terytoriach, utworzenia struktur państwowych na wzór tych stworzonych przez afgańskich talibów pod koniec lat 90.

Gdyby próbować przypisywać PI jakąś ideologię czerpiącą z radykalizmu, to najbardziej pasowałaby ideologia ruchu takfiri, który uchodzi za najbardziej antyzachodnią formę dżihadu. Opiera się ona przede wszystkim na akcentowaniu zjawiska „ekskomunikowania” osoby lub osób niewyznających określonego światopoglądu i ładu. Wszystko sprowadza się w niej do prostej zasady: „kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie”.

Proklamowanie kalifatu jest w rzeczywistości aktem z punktu widzenia muzułmańskich zasad prawnych całkowicie nieważnym. Ustanowienie kalifatu wymaga bowiem spełnienia konkretnych warunków, przede wszystkim uznania całej społeczności muzułmańskiej.

Jednak pod względem symbolicznym było to istotne wydarzenie, którego głównym celem było zamanifestowanie początku wskrzeszania najdoskonalszej formy muzułmańskiej państwowości, jaką jest kalifat. Środowiskom radykalnym decyzja ta dała poczucie przynależności do utopijnej, wybranej społeczności neoislamistów, powołanej do budowania nowego ładu. Jest wielce prawdopodobne, iż idea kalifatu jest bliska także wielu środowiskom umiarkowanym, ponieważ odwołuje się do początków islamu, gdy religia ta była, jak dziś uważają muzułmanie, najczystsza w formie. Walka z terrorem, którego zaplecze stanowi fundamentalistyczna interpretacja pewnej części nauk islamu, jest wyjątkowo złożona, ponieważ polega w dużej mierze na duchowej i religijnej resocjalizacji osób, które uległy fundamentalistycznej retoryce.

Najważniejsze: zniszczyć ideę

W walce z terroryzmem obie strony, Zachód i świat muzułmański, popełniły wiele błędów. Obie chciały rozwiązać problem na skróty. Wydaje się, że koncepcja global war on terror, powstała po roku 2001, nie dała pożądanych rezultatów. Twierdzenie, iż „terrorystów pojmujemy jako tych, którzy nie wierzą w demokrację”, jest błędne i interpretowane jako wyraz chęci dominowania Zachodu nad islamem. A to stanowi życiodajne źródło dla radykałów.

Z kolei świat islamu przez wiele dekad upolityczniał islam, wierząc, że jeżeli będzie on oparty na prawdziwych wartościach, rozwiąże wszelkie problemy natury politycznej, społecznej czy gospodarczej.

W walce z PI i jego ideologią kraje muzułmańskie mogą odegrać ważną rolę. Tylko one mogą rozpocząć rzeczową debatę nad powodami wybuchu powstania i posługiwania się przez radykałów fundamentalistycznymi interpretacjami tekstów religijnych, które stworzyły system wartości dla PI. Dlatego tak ważny jest list otwarty 120 muzułmańskich uczonych – wśród nich prawników, imamów i prominentnych działaczy społecznych i politycznych – do przywódcy PI. List ten jest zachętą do debaty i uargumentowanym wezwaniem do powstrzymania niczym nie uprawomocnionej przemocy.

Równie ważna jest krytyka działalności PI przez kairski uniwersytet Al-Azhar, społeczne kampanie, jak not in my name czy I am muslim and I am against, czy gesty solidarności europejskich muzułmanów z europejskimi chrześcijanami (np. po ścięciu przez terrorystów z PI francuskiego turysty Herve’a Gourdela). Długofalowym i nadrzędnym celem jest jednak zniszczenie idei fundamentalizmu.

*dr Jakub Sławek – absolwent krakowskiej arabistyki, doktorat obronił naWydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książki „Jemen – świat wartości plemiennych”, tłumacz przysięgły języka arabskiego

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Jestem muzułmanką i feministką – wywiad

Wywiad z polską muzułmanką Ewą Kaletą przeprowadził Jan Wójcik i w całości ukazał się on na stronie http://www.euroislam.pl/index.php/2014/10/jestem-muzulmanka-i-feministka/

„[…]Wiele osób przyjechało do Europy z powodu działań wojennych. Natomiast pomimo tego, że Zachodnia Europa zbiera owoce kolonializmu, to i tak uważam, że ci, którzy nie mają zgody na zasady, prawo a nawet tradycję Europy powinni wracać do siebie. Bez względu na te krzywdy, które jestem w stanie zobaczyć. Niech żyją u siebie i mają szariat u siebie. Jako muzułmanka i konwertytka, mam się nijak do nich i nie chcę odpowiadać za to, co robią ani wypowiadać się w imieniu islamu np.: krajów Arabskich, grup religijnych, fundamentalistycznych imamów.

JW: A co rządy powinny zrobić, żeby przeciwdziałać tej radykalizacji? No poza tym, że części kazałabyś spakować walizki i wyjechać?

EK: Radykalizujących się muzułmanów powinno się odsyłać do krajów pochodzenia. Poza tym powinni być poddawani jakimś testom, badaniom starając się o pobyt, to powinno być trudne, bo jeśli nie jest to wystarczy spojrzeć na Francję. Jaki szariat w Europie? Skąd im to przyszło do głowy? Co za brak szacunku? Ja nie czuję religijnej bliskości z uchodźcami skądkolwiek, czuję bliskość z muzułmanami, którzy rozumieją islam tak jak ja, niezależnie od pochodzenia, płci, preferencji seksualnych. Wolałabym żeby imamem w Warszawie był Polak a nie Egipcjanin, a najbardziej chciałabym żebyśmy mieli imamkę Polkę konwertytkę albo odważną demokratkę z kraju arabskiego. I wolałabym, żebyśmy przestali traktować kogoś, kto pochodzi z kraju arabskiego, jak księdza, bo tak konwertyci traktują rdzennych muzułmanów.

Konwertytki będą nawzajem się strofować za nie noszenie chust, ale jak się pojawi Arabka bez chusty, to jej nikt nic nie powie. Jeśli muzułmanin nie chodzi do meczetu to grzeszy, ale jakoś nikt nie nagania właścicieli kebabów do meczetu. Kto by śmiał rdzennych muzułmanów do czegokolwiek przekonywać.

JW: Oprócz imigracji mamy problem z radykalizacją. I to nie jest robione w głupi sposób, tak jak słuchałem kazania imama Nedala Abu Tabaqa, który twierdził, oburzony niesprawiedliwością, że pojechałby do Egiptu i zrobił coś, co jest niezgodne z polskim prawem. Nie powie co, stwierdził, ale my mężczyźni powinniśmy działać. Trudno tu powiedzieć do czego on namawia ludzi, ale nie bądźmy naiwni.

EK: Jeżeli pojawia się ktoś, kto mówi w taki sposób, to władza powinna się tym zająć. Należy to potraktować poważnie.”

[Czytaj cały wywiad…]

Salafizm w Niemczech – Nieskomplikowany światopogląd i obietnica raju

sven-lau-who-is-also-known-as-abu-adam

Na zdjęciu  Sven Lau  lub Abu Adam szef tak zwanej „sharia police” w Niemczech

Salafici  w Niemczech od dawna starali się przyciągnąć jak najwięcej zainteresowanych, poprzez rozdawanie ulotek i darmowych kopii Koranu w centrach miast. Do tego starają się dotrzeć do młodych ludzi w szkołach, w miejscach ich spotkań i w internecie. Jak można chronić tych młodych ludzi przed propagandą?

Plac Jedności Niemiec w Offenbach jest podzielony. Z jednej strony placu organizacje kościelne, z drugiej sex shop. W czerwcowe sobotnie popołudnie policyjny kordon dzieli ten plac na pół. Czołowy salaficki działacz Pierre Vogel ogłosił, że tego dnia będzie mieć miejsce otwarte spotkanie podczas jego trasy po Niemczech. Tematem spotkania jest „Szariat barbarzyństwo czy ideał?” Wydarzenie to przyciągnęło 200 zwolenników, 400 protestujących i kilkadziesiąt dziennikarzy.

Sceną przemówienia ma być ciężarówka, jednak Pierre Vogel jest już spóźniony. Zamiast niego na scenie pojawia się jego przyjaciel, konwertyta Abu Adam, znany wcześniej jako Sven Lau (na zdjęciu – od tłumacza). Został on niedawno zwolniony z aresztu gdzie trafił pod podejrzeniem wspierania dżihadystów w Syrii. Zarzuty zostały odsunięte z powodu zbyt małej ilości dowodów.
Lau naucza, że mężczyzna, która otwarcie ma 4 żony, jest bardziej szczery od takiego, który zdradza jedną w tajemnicy. Krzyczy do mikrofonu „Módlcie się, a wasze problemy zostaną rozwiązane, modlitwa odsuwa od was myśli o paleniu trawy i nienoszeniu hidżabu.”
Jego zwolennicy kiwają głowami. Wśród nich jest zaskakująco duża liczba kobiet, stojących na lewo od sceny. Wszystkie z nich noszą chusty, niektóre są zasłonięte od stóp do głów z niewielkim tylko otworem na oczy. Część z nich ma torby z napisem „Islam.ist.in” – grą słowną dotyczącą niemieckiego określenia islamistki i niemieckiego zdania oznaczającego „Islam jest na topie”.
Na prawo stoją mężczyźni, wielu z nich w sportowych ubraniach i z długimi brodami, a nawet kilku konwertytów prezentujących typowo arabskie stroje.

Salafici dążą do teokracji

Salafici to muzułmańscy fundamentaliści, którzy dążą do ustanowienia teokracji, której czołową wartością stojącą ponad niemieckim prawem miałby być szariat. Źródłami ich sądów i odpowiedzią na każde pytanie dotyczące ludzkiej egzystencji jest Koran oraz słowa Proroka Muhammada zawarte w hadisach. Każdy, kto żyje zgodnie z tymi zasadami, zostanie wynagrodzony w Raju, w wszyscy inni pójdą do Piekła.

Służby bezpieczeństwa szacują, że wśród 5 milionów muzułmanów żyjących w Niemczech, jest około 6000 osób zaangażowanych w ruch salaficki. Grupę tę można podzielić na 3 części: purytan zainteresowanych stylem życia, który ma być jedynym słusznym w oczach Boga, drugą, największą część, salafitów politycznych, którzy starają się stworzyć państwo islamskie poprzez namawianie innych do konwersji na Islam ale tylko metodami które wykluczają przemoc, a także dżihadystów, którzy są gotowi stosować przemoc i terror w osiągnięciu tego samego celu. Nie wszyscy salafici są więc radykalnymi ekstremistami gotowymi przyłączyć się do dżihadystów w Syrii, jednak wszyscy, którzy tam wyjechali do walki mieli kontakt z organizacjami salafickimi.

Od kilku miesięcy problem salaficki stał się nie tylko problemem służb bezpieczeństwa ale także nauczycieli, pracowników socjalnych a także rodziców. Spowodowane jest to poszerzeniem działalności aktywistów, którzy teraz rekrutują nowych członków w okolicach szkół i klubów młodzieżowych w Hamburgu, Berlinie, Nadrenii Północnej Westfalii oraz przede wszystkim Frankfurcie. Ich działalność polega na rozdawaniu ulotek i ustawianiu punktów informacyjnych, gdzie można otrzymać darmową kopię Koranu. Niektórzy z nich otwarcie nawołują młodych ludzi do przyłączenia się do dżihadystów w Syrii i mała część z nich odnosi w tym sukcesy. Eksperci szacują, że około 500 młodych mężczyzn opuściło Niemcy by wziąć udział w walkach w Syrii. Około 100 z nich wróciło a 25 zostało zabitych. Część z nich jest w wieku szkolnym.

Młody mężczyzna w wieku około 20 lat przechadza się po placu w Offenbach z szarym wiadrem. Zbiera datki, ale sam nie jest pewien na co – jakąś organizację niosącą pomoc. Dlaczego znalazł się właśnie tu? Mówi, że jest w trakcie robienia praktyk w szkole technicznej. Niedługo kończy je i chce iść na uniwersytet studiować nauki islamskie albo coś w tym stylu. Jego rodzice nie są religijni – jego ojciec jest Turkiem a matka Serbką i religia nie gra żadnej ważnej roli w ich życiu. Tak było również z nim, ale poczucie pustki życiowej narastało w nim z czasem i czuł, że musi ją czymś zapełnić. Tym czymś był Islam.

Dlaczego nie poszedł do meczetu, ale przyłączył się do salafickiej grupy Pierra Vogela, który właśnie wkracza na scenę? Odpowiada, ze nie rozumie nauk imamów z meczetu. Nawet jeśli niektórzy z nich mówią po niemiecku, to, o czym nauczają nie ma nic wspólnego z jego życiem.

Nowe osoby rekrutowane przez salafitów są analfabetami w dziedzinie religii i teologii

Podchodzi do niego mężczyzna w czarnej koszulce. Widać, że próbuje zapuścić brodę. Pyta „Widziałeś, jak ten facet z telewizji pytał nas o to, co myślimy o szariacie? Pokazał gest gdy prawą reką ucina lewą w nadgarstku. Media nie mają pojęcia o co chodzi”. Kiwa głową i dodaje: „Oni, nie ucinają jej w nadgarstku, ale tu.” Pokazuj linie biegnącą przez dłoń powyżej palców.

Co ciągnie młodych ludzi mieszkających w Niemczech w ramiona salafitów? Czy można temu przeszkodzić? Jak rodzice i nauczyciele mogą wpłynąć na dzieci i uczniów by ochronić ich przed radykalizmem?

Claudia Dantschke jest jednym z czołowych niemieckich ekspertów w dziedzinie ekstremizmu i od lat śledzi rozwój ruchu salafickiego. Dantschke jest arabistką i prowadzi centrum doradcze „Hayat” w Berlinie, które stara się pomóc rodzicom dzieci, które interesują się i angażują w islamizm. Państwowe Biuro do Spraw Migracji i Uchodźstwa funduje powstawanie kolejnych tego typu centrów w innych regionach Niemiec.

W tej chwili nie jest łatwo umówić się na spotkanie z Claudią Dantschke. Jej centrum zajmuje się bardzo dużą liczbą zgłoszeń, w samym Berlinie są 63 sprawy oraz 12 przerażonych rodzin, które podejrzewają, iż ich dzieci mogą planować wyjechać do Syrii. Każdego tygodnia pojawia się kolejne 4-5 zgłoszeń od zmartwionych rodziców, większość z nich z realnym problemem.

Kiedy udaje nam się wreszcie spotkać, nasza rozmowa z Claudią Dantschke trwa 2,5 godziny. Mówi prędko, od czasu do czasu robiąc krótkie przerwy na zaciągnięcie się papierosem. Opowiada, że internet jest głównym medium przy rekrutacji młodych ludzi, oraz jak osoby pochodzące z różnych klas społecznych trafiają do grup salafickich. Problem nie dotyczy tylko osób bez wykształcenia albo które nie radzą sobie w szkole, ale także zdolnych uczniów. Problem nie dotyczy tylko dzieci muzułmańskich imigrantów, ale także młodych ludzi pochodzenia niemieckiego. Wiele z nich pochodzi z rodzin mieszanych, gdzie ojciec jest obcokrajowcem z kraju muzułmańskiego, a matka z Niemiec.
Wszyscy jednak mają coś wspólnego: Nie odnaleźli do tej pory swego miejsca, szukają własnej tożsamości i mają niestabilną osobowość. Ich rodzice często są zbyt władczy i nie interesują się potrzebami własnych dzieci. Jest jeszcze jeden bardzo ważny czynnik łączący osoby zrekrutowane przez salafitów: „Są analfabetami w dziedzinie religii i teologii.”. Dotyczy to także konwertytów, „Ramadanowych muzułmanów” i „Bożonarodzeniowych chrześcijan” jak nazywa ich Dantschke. Młodzi ludzie z konserwatywnych i religijnych rodzin rzadko lądują w sidłach salafitów.

Wzmacnianie rodzin jako środek przeciwko ekstremizmowi i przemocy

Fundamentaliści oferują nieskomplikowany światopogląd z jasnym podziałem na dobre i złe a także obietnicę, że ludzie którzy zrobią to, co oni im każą, pójdą do Raju. Przegrani zmieniają się w zwycięzców. Młodzi ludzie wreszcie mają poczucie przynależności.

W dodatku wiele osób, które trafia w to środowisko to nastolatkowie. Ich zainteresowanie salafizmem jest dobrą okazją by zrobić na złość rodzicom i oddzielić się od nich. Sama religia najczęściej nie gra tu aż tak wielkiej roli jak reszta czynników.

Claudia Dantschke opowiada o przypadku dziewczyny z pewnego miasteczka w Zachodnich Niemczech. Ma 14 lat i zakochała się w chłopcu tureckiego pochodzenia, który jest zaangażowany w działalność salaficką. Dziewczyna pragnie gdzieś przynależeć, zwrócić na siebie uwagę i przechodzi na Islam. Jej rodzice zabraniają jej tego. „To nigdy nie działa” – mówi Claudia Dantschke – „Młodzi ludzie stają po stronie swoich przyjaciół i bronią ich; to nie ma nic wspólnego z samym Islamem.”

Dziewczyna zaczyna nosić chustkę, a potem pełen hidżab – luźną szatę zasłaniającą całe jej ciało. Zrywa kontakty ze znajomymi, którzy nie pochwalają jej nowego zachowania. Jej życie rodzinne przeradza się w wielki konflikt, jednak w gronie znajomych jej chłopaka czuje się rozumiana. W nocy nie śpi by odmówić modlitwy na czas, gdy ma wstać do szkoły jest zbyt zmęczona, spędza jak najmniej czasu w domu i najczęściej unika kontaktu z rodziną udając się do meczetu. Im większe są naciski ze strony jej rodziców, tym bardziej ona nie chce ich słuchać. To błędne koło.

W takim momencie Claudia Dantschke stara się pomóc. Prowadzi z rodzicami długie rozmowy, wyjaśnia im dlaczego tak ważnym jest, by byli dobrymi słuchaczami i dopytywali się „Dlaczego to robisz?”. Mówi im, że zakazywanie córce robienia czegoś przynosi wręcz odwrotne skutki, że ważnym jest zachęcanie dziecka do mówienia co myśli na różne tematy, a nie powtarzania utartych formułek, których nauczyli ją salafici. Po dwóch miesiącach matka dzwoni do Dantschke z wiadomością, że udało jej się nawiązać kontakt z córką i znów ze sobą rozmawiają.

Claudia Dantschke mówi, że grupa salaficka jest jak pokój z wieloma oknami na zewnątrz. Okna zamykają się jedno po drugim, jednak okno na rodzinę pozostaje otwarte najdłużej. „Próbujemy nauczyć rodziny jak sprawić, by te okno nigdy nie zostało zamknięte.”

Autor: Anfrid Schenk, qantara.de

Organizacja sekty salafickiej w Polsce: http://islam.info.pl/, http://www.youtube.com/watch?v=X79kmAAMZnE

 

 

Broń chemiczna przeciwko Kurdom?

a503da3ffe2967ff0548623d7ab041d4a101effb8a10e1127e894743ddedb9ae

Minister Spraw Zagranicznych Niemiec Frank – Walter Steinmeier poinformował Sekretarza Generalnego ONZ Ban Ki – Moona o możliwości użycia gazu bojowego przez IS. Jak donosi Washington Post i New York Times dżihadowcy z IS użyli gazu w walce przeciwko mieszkańcom Kobane na turecko – syryjskiej granicy. Wielu ludzi ma problemy z oddychaniem oraz inne objawy sugerujące atak chemiczny. Jak donoszą wspomnine media już we wrześniu w Bagdadzie zdiagnozowano podobne objawy u 11 irakijskich policjantów biorących udział w akcji przeciwko członkom IS. Media twierdzą, że w ręce dżihadystów mogły się dostać substancje chemiczne arsenału byłego dyktatora Saddama Husseina, gdy zdobyli oni zakłady chemiczne leżace na północny wschód od Bagdadu. Urzędnicy iraccy twierdzą jednak, że wszystkie arsenały broni chemicznej zostały zniszczone.

1414134842_peshmergamg3

Niemiecki instruktor szkoli kurdyjskich bojowników

Źródło: DPA

Wywiad z Asmą Barlas

Barlas_Thumb

Tekst został opublikowany w „Wysokich Obcasach” 08 Marca 2008 roku.

 

Jest pani znaną islamską feministką, a unika pani tego określenia. Czemu?

Bo frustruje mnie zachowanie wielu feministek. Większość z nich jest biała. Mają dobre intencje, ale często zachowują się niezręcznie. Upominają się o prawa kolorowych kobiet, takich jak ja, nie pytając nas o zdanie. Robią to nawet w mojej obecności, tak jakbym była przedmiotem niezdolnym do wyrażenia własnej opinii. Zawsze jednak byłam przekonana o równości płci. Tylko że moje rozumienie równości czerpię z Koranu. To było wyraźne, gdy porównywałam się do feministek wywodzących się z kultury muzułmańskiej i uznających islam za religię seksistowską, która „sankcjonuje upośledzoną pozycję kobiety”, jak to kiedyś określiła Fatima Mernissi [marokańska socjolożka]. Poddałam się, gdy przeczytałam Margot Badran, badaczkę islamskiego feminizmu, która nazywa go „dyskursem równości płci czerpiącym legitymację z Koranu i szukającym praw i sprawiedliwości dla wszystkich istot ludzkich niezależnie od ich płci i położenia społecznego”. Dokładnie tym się zajmuję!

Dlaczego szuka pani potwierdzenia zasady równości płci akurat w Koranie?

Dla wierzących muzułmańskich kobiet to najważniejszy punkt odniesienia. Prowadzi nas przez życie i nadaje mu sens. W większości muzułmańskich społeczeństw Koran wciąż jest używany jako argument przeciwko prawom kobiet. Dlatego ja zwracam się do Koranu, żeby udowodnić, że to nieprawda.

Jak z jednego tekstu można wywieść tak różne wnioski?

Koran jest uniwersalny. Dlatego ani historia, ani arabskie społeczeństwo, ani patriarchat nie stanowią jego przesłania. Jest nim zasada miłości, równości, łagodności, wzajemności i zgody między małżonkami. Skoro Koran zaleca takie równościowe zasady, nawet dla patriarchalnego społeczeństwa z VII wieku, znaczy to, że te zasady są uniwersalne, nie patriarchat.

Jak zwykły człowiek czytający Koran może odróżnić, co w nim jest historyczne, a co jest jego uniwersalnym przesłaniem?

To nie jest skomplikowane. W VII-wiecznej Arabii rozwodzono się, wypowiadając formułkę: „Jesteś dla mnie jak plecy mojej matki”. Arabowie nosili też konkretne stroje, mieli niewolników. To wszystko są historyczne zwyczaje, które każdy średnio inteligentny człowiek jest w stanie rozpoznać. Takie były realia tamtych czasów i Koran musiał się do nich odnosić. Ale nie znaczy to, że skoro Arabowie wtedy nosili określone stroje, ja również dziś muszę takie nosić. Mówi się, że Grecy byli ojcami demokracji. Jednak była to wątpliwa demokracja z naszego punktu widzenia – dotyczyła przecież tylko wąskiej grupy zamożnych mężczyzn. Jednak chodzi o samą zasadę, która się wtedy narodziła.

Weźmy konkretny przykład. Sura 24, werset 31 głosi: ‚Powiedz wierzącym kobietom, żeby spuszczały skromnie swoje spojrzenia i strzegły swojej czystości; i żeby pokazywały jedynie te ozdoby, które są widoczne na zewnątrz; i żeby narzucały zasłony na piersi, i pokazywały swoje ozdoby jedynie swoim mężom lub ojcom albo ojcom swoich mężów, albo swoim synom lub synom swoich mężów, albo swoim braciom, albo synom braci lub synom swoich sióstr; lub ich żonom, lub tym, którymi zawładnęły ich prawice. I niech one nie stąpają tak, aby było wiadomo, jakie ukrywają ozdoby’. Wielu muzułmańskich konserwatystów uważa, że ten werset daje im prawo żądać od kobiet noszenia hidżabu, najbardziej fundamentalistyczni każą żonom i córkom nosić nawet rękawiczki. Jednak ten werset nie narzuca nic poza skromnością. Skromność oznacza różne rzeczy w różnych kulturach. Koran jasno mówi tylko, że kobiety powinny zakrywać piersi. O włosach czy rękach nie wspomina. Ja nie noszę chusty, bo Koran nie każe mi jej nosić.

Poprzedni werset dokładnie taką samą skromność zaleca mężczyznom. ‚Powiedz wierzącym: niech spuszczają skromnie spojrzenia i niech zachowują czystość’. To są ogólne zasady. Niezależnie czy jesteś na Księżycu, czy w VII-wiecznej Arabii. Nawet fundamentaliści, gdy chcą odróżnić to, co historyczne, od tego, co uniwersalne, robią to z łatwością. Np. mułłowie, którzy ogłaszali fatwy przez internet, jakoś nie przejmowali się tym, że Koran nic na temat internetu nie wspomina. Tylko jeśli chodzi o kobiety, nie potrafią zrobić tego rozróżnienia. Łatwo się domyślić dlaczego.

Czasem jednak Koran jest dobitny. Werset 34 sury 3: ‚Mężczyźni stoją nad kobietami ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi, i ze względu na to, że oni rozdają ze swojego majątku. Przeto cnotliwe kobiety są pokorne i zachowują w skrytości to, co zachował Bóg. I napominajcie te, których nieposłuszeństwa się boicie, pozostawiajcie je w łożach i bijcie je! A jeśli są wam posłuszne, to starajcie się nie stosować do nich przymusu’. Arabskie słowo zapisywane za pomocą liter d-r-b było tłumaczone jako „bić”. Ale ono ma 16 innych znaczeń, m.in „oddzielać” lub „odchodzić”. Ci, którzy naciskają, by odczytywać je jako „bić”, powinni wyjaśnić, dlaczego wybierają najgorsze z możliwych znaczeń.

Takie odczytanie tego słowa kłóci się z nauczaniem Koranu, które zaleca miłość i wzajemność w małżeństwie, nakazuje mężczyznom łagodnie traktować żony, nawet jeśli te są dla nich niedobre. Koran ostrzega i mężów, i żony, by nie zapominali o wzajemnym szacunku i poszanowaniu wolności drugiej strony, nawet gdy się rozwodzą.

Pani zajmuje się tekstem samego Koranu. Jednak wiele osób, które chcą udowodnić, że religia islamu gorzej traktuje kobiety, odwołuje się do przykładów z życia Mahometa, bożego posłańca. Ostatnio głośna była sprawa afgańskiego studenta. Skazano go na śmierć, bo pokazał kolegom ściągnięty z internetu artykuł o tym, że Mahomet nie dbał o dobro kobiet. Autor ukrywa się pod pseudonimem „Arasz Bezbożnik”. Opisał, jak Prorok używał podstępów, by poślubić kolejne żony, jak ogarnięty pożądaniem do jednej z nich łamał zasadę, że należy wszystkie żony traktować sprawiedliwie i u każdej spędzać tylko jedną noc. Przytoczył historię pięknej Zainab, która była żoną adoptowanego syna Mahometa, lecz tak bardzo spodobała się jego ojcu, że rozwiódł się z nią, by mogła poślubić Proroka.

Poligamia w czasach Mahometa była powszechna. Inni prorocy, z wyjątkiem Jezusa, też mieli wiele żon. Dawid miał 900 żon i nałożnic. Dlaczego Mahomet miałby być inny?

Monogamia to stosunkowo niedawna instytucja. Przyszła do Europy wraz z rewolucją mieszczańską. Poligamia i poliandria były praktykowane w wielu społeczeństwach, nie tylko arabskim.
Ważne jest, że Mahomet traktował żony z szacunkiem, kochał je, nie kazał im pracować na siebie. Wiadomo na przykład, że sam sobie gotował, naprawiał ubrania i sam zakładał sobie buty.

Skoro życie rodzinne Mahometa było czymś normalnym w jego czasach, dlaczego muzułmanie tak się oburzają, gdy ktoś zwraca uwagę, że – delikatnie mówiąc – odbiega ono od dzisiejszych standardów poprawności politycznej?

Niedługo zaczynam pracę na uniwersytecie w Amsterdamie. Jeden z wykładów będzie dotyczył tysiącletniej historii przedstawiania islamu i Proroka w szczególnie nienawistny sposób. W Europie panuje stary zwyczaj demonizowania muzułmanów. Na przykład kwestię damskiego stroju wybrano właśnie dlatego, żeby podkreślić inność islamu.
Zachód do dziś ma tendencję, żeby niewielką grupę muzułmanów traktować jako reprezentatywna próbę. Zapominają na przykład, że Indonezja jest największym krajem muzułmańskim. A tamtejszy islam jest bardzo liberalny. Muzułmanie to nie tylko Arabia Saudyjska i talibowie. To tak, jakby wziąć dziesięciu Polaków. Założę się, że jeden na tych dziesięciu robi coś złego, ale dlaczego sądzić po nim, że wszyscy Polacy są źli?

A czy pani praca nie jest traktowana w świecie muzułmańskim jak herezja? Mieszka pani w Stanach, wykłada na Ithaca College pod Nowym Jorkiem.

Nie ma jednego świata muzułmańskiego. Dlatego też moja praca jest różnie przyjmowana. Pochodzę z Pakistanu. Zanim przyjechałam do USA, pracowałam w pakistańskim Foreign Service. Gdy władzę przejął fundamentalistyczny dyktator Zia ul Haq najpierw zwolniono mnie z pracy, a później nie mogłam już tam ani bezpiecznie żyć, ani pracować. Faktycznie, niektórym muzułmanom nie podoba się to, co robię. Większość nie ma o tym pojęcia. A niektórzy uważają to za ważne i wolnościowe. Moją książkę „Beliving Woman in Islam. Unreading Patriarchal Interpretations of the Qur’an” dwa lata temu przetłumaczono na indonezyjski. Tłumaczono ją też na bengalski, na arabski. A że niewielu ludzi przeczyta ją od deski do deski, to jeszcze nie powód, żeby przestać pisać. Dla kogo Marcin Luter napisał swoich 95 tez? Piszę, bo czuję, że powód jest ważny. Muzułmanie mają prawo to wiedzieć. Powinni mieć wybór.

Wykazując, że Koran nie narzuca dominacji mężczyzn, działa pani wbrew wielowiekowej tradycji.

To nie takie trudne, jak pani myśli. Nie tak trudno jest znaleźć w Koranie argumenty na potwierdzenie moich tez. Szczególnie dla kogoś, kto przeczytał dokładnie całą świętą księgę, a ja robię to od 35 lat. Trudno jest natomiast przekonać muzułmanów, by czytali tekst jako całość. Ludzie wybierają jedno na tysiąc słów i na nim budują całą tę filozofię opresji kobiet. Kultura muzułmańska nie czerpie tylko z Koranu. Jest jeszcze tradycja: sunna, czyli przykłady z życia Proroka, i całe prawo muzułmańskie – szariat. Sunna i szariat czerpią z Koranu, ale w odróżnieniu od niego nie są dziełem bożym. Zostały ukształtowane przez ludzi. Można w nich znaleźć pełno argumentów przeciwko emancypacji kobiet. Kiedy ktoś próbuje pokazywać, że to niezgodnie ze słowem bożym, może usłyszeć: „A kim ty jesteś, żeby tak mówić? Muzułmanie byli tak uczeni przez setki lat”. Konieczne jest nowe odczytanie tradycji, tak żeby była zgodna z przesłaniem Koranu, a Koran sam w sobie jest bardzo liberalny.

 

 

Benedykt XVI oświadczył, że dialog z innymi religiami nie zastępuje głoszenia Ewangelii niechrześcijanom.

Nowy tekst Benedykta XVI upubliczniony

 

Jego zdaniem prawdziwą motywacją pracy misyjnej jest dzielenie się radością z poznania Chrystusa. Opinie te znalazły się w przesłaniu, jakie papież senior przekazał na uroczystość nazwania jego imieniem wielkiej auli Papieskiego Uniwersytetu Urbaniańskiego w Rzymie, należącego do Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Słowa Benedykta XVI odczytał jego sekretarz, abp Georg Gänswein, prefekt Domu Papieskiego, podczas ceremonii, która odbyła się 21 października.

Jest to jeden z nielicznych upublicznionych tekstów papieża seniora od czasu jego rezygnacji w lutym 2013 r.

Benedykt XVI przypomniał, że zmartwychwstały Pan wezwał Apostołów, a za ich pośrednictwem swych uczniów wszystkich czasów, by zanieśli Jego słowo na krańce Ziemi i czynili wszystkie narody Jego uczniami. Wielu ludzi w Kościele i poza nim pyta jednak: Czy jest to wciąż aktualne? Czy bardziej właściwym nie byłby dziś dialog między religiami, aby wspólnie służyć sprawie pokoju na świecie? Czy dialog może zastąpić misje?

Cały tekst: http://gosc.pl/doc/2216117.Nowy-tekst-Benedykta-XVI-upubliczniony